Close

Trenuj mózg, będziesz zdrowsza

Boli cię głowa? Serce pracuje nierówno? Ciśnienie zanadto się podnosi? Jest na to sposób – biofeedback. Dzięki niemu nasz umysł uczy się świadomie kontrolować na przykład bicie serca lub rytm oddechu.

Siedzisz sobie w fotelu i patrzysz w ekran komputera. Widzisz tam tor wyścigowy, a na nim bajeczne Ferrari. Ty jesteś jego kierowcą, ale nie siedzisz za kierownicą. Nie dotykasz też ani klawiatury komputera, ani joysticka. Twoje zadanie polega na prowadzeniu Ferrari za pomocą… myśli. Niemożliwe? A jednak. Dzięki biofeedbackowi można nie tylko bezpiecznie prowadzić wirtualny samochód czy poderwać do startu samolot, ale też sterować własnym ciałem.

Sprzężenie zwrotne

Tę metodę treningu mózgu wymyślono dla amerykańskich astronautów. Jak wieść gminna niesie, korzystał z niej także nasz mistrz narciarski Adam Małysz. Ponieważ stosuje ją coraz więcej placówek medycznych, bez problemu możemy skorzystać z biofeedbacku. W dosłownym tłumaczeniu oznacza to “biologiczne sprzężenie zwrotne”. By rozpocząć terapię, musimy spotkać się ze specjalistą z zakresu biofeedback (zwykle ma on wykształcenie medyczne). Oceni nasz stan zdrowia i – jeśli trzeba – przejrzy dotychczasowe metody leczenia, wyniki badań oraz zleci dodatkowe analizy. Gdy po analizie danych zostaniemy zakwalifikowani do biofeedbacku, szczegółowo wyjaśni nam zasadę działania tej metody. A potem zaczyna się seria treningów (potrzeba co najmniej dziesięciu, a czasem nawet kilkudziesięciu zajęć).Podczas treningów podłączeni jesteśmy do aparatury za pomocą czujników. W zależności od rodzaju urządzenia (patrz poniżej: “Dla kogo biofeedback”) mierzy ono np. rodzaje fal wysyłanych przez nasz mózg, napięcie mięśni, temperaturę palców, elektryczne przewodnictwo skóry. Każdą zmianę tych parametrów widać na monitorze komputera albo słychać w formie dźwięku. Dzięki temu możemy wpływać na reakcje własnego ciała i świadomie je korygować. Brzmi to tajemniczo, ale jest proste.

Mózg górą!

Najpopularniejszą odmianą biofeedbacku jest tzw. EEG biofeedback, polegający na intensyfikacji lub wyciszeniu określonych fal wysyłanych przez nasz mózg. Emituje on cztery rodzaje tych fal: alfa, beta, theta i delta. Mają one różne zakresy. W zależności od naszego stanu psychofizycznego jeden typ fal przeważa. Dobroczynna dla mózgu jest fala alfa. Fizjologicznie występuje ona co najmniej dwa razy dziennie: po przebudzeniu i przed zaśnięciem, gdy mamy zamknięte oczy. Umysł – uwolniony od nadmiaru wrażeń – jest wówczas zdolny do twórczej pracy i łatwiej zapamiętuje. Terapeuta wie o tym i jeśli potrzeba, żeby nasz umysł wydajniej pracował (bo np. mamy przed sobą ważny egzamin, pracujemy jako kontroler lotów lub rozgrywamy ważny międzynarodowy mecz), dobierze dla nas taki program komputerowy, który zintensyfikuje do pracy fale alfa (albo np. wyciszy fale beta 2 odpowiedzialne za stres, napięcie czy lęk).

Gdy poddajemy się EEG biofeedback, do naszej głowy terapeuta przykleja elektrody, które rejestrują fale mózgowe. Na swoim monitorze widzi je w postaci wykresu, czyli może zauważyć, które fale dominują, a które są zbyt słabe. Wie zatem, co wyciszyć, a co stymulować. Następnie wybiera dla nas indywidualny program, który obserwujemy na drugim ekranie w postaci przystępnej wideogry (specjaliści opracowali ich już kilkadziesiąt). Jedna z gier np. polega na takim prowadzeniu wirtualnego samochodu, by w odpowiednim momencie ruszał, a następnie jechał z właściwą prędkością. Aby tak się działo, nasz mózg musi wytwarzać pożądane fale i utrzymywać je na właściwym poziomie. Gdy zdekoncentrujemy się i nasz mózg zacznie wytwarzać niepożądane fale, samochód zatrzyma się lub zboczy z drogi. Im więcej ćwiczymy, tym np. więcej fal alfa odpowiadających za koncentrację i precyzyjne myślenie emituje nasz mózg.

Nie tylko głowa

Jedno z urządzeń stosowanych w ramach biofeedbacku mierzy napięcie mięśni. Gdy są one zbyt silnie napięte, pojawiają się rozmaite bóle, np. szyi, głowy, pleców, a gdy jest zbyt małe, występuje np. problem z nietrzymaniem moczu. Dane z elektrod przypiętych do określonych grup mięśni przesyłane są do komputera i tam przetwarzane, a my – na podstawie informacji zwrotnej – uczymy się przy pomocy wideogry odpowiednio rozluźniać i relaksować lub napinać mięśnie. Dzięki temu problem albo całkowicie znika, albo można np. zmniejszyć dawkę leku przeciwbólowego.

Gdy już nauczymy się, jak sterować własnym ciałem, możemy pokusić się o zajęcia przypominające pod okiem terapeuty lub zaopatrzyć się w tzw. psychowalkman (cena od ok. 700 zł), dzięki któremu biofeedback można przeprowadzić w domu. W zależności od potrzeb (na liście schorzeń, które można leczyć tą metodą jest już blisko 130 pozycji) mamy do wyboru jeden z kilkunastu programów terapeutycznych. Pomagają m.in. przy bezsenności, migrenie, osłabieniu, kiepskiej koncentracji czy kłopotach z pamięcią.

Dla kogo biofeedback

Lekarze uważają, że ta metoda sprawdza się m.in. u osób:

– zdrowych – których praca wymaga skupienia, podejmowania szybkich decyzji, zdających egzaminy, uprawiających wyczynowo sport,

– z zaburzeniami uwagi i koncentracji, nadpobudliwością psychoruchową (np. ADHD), depresją, uzależnieniami, zaburzeniami snu,

– z dziecięcym porażeniem mózgowym, padaczką, chorobą Parkinsona, rehabilitowanych po urazach czaszki i udarach mózgu,

– z migreną, nietrzymaniem moczu, arytmią serca, bólem kręgosłupa.

Źródło: Poradnik Domowy link do tego artykułu w internecie:
http://kobieta.gazeta.pl/poradnik-domowy/1,48634,3955746.html